Episkopat, jak wiadomo, co jakiś czas kieruje słowo pasterski do wiernych.
Episkopat, jak wiadomo, co jakiś czas kieruje słowo pasterski do wiernych. A pewien wiejski proboszcz podczas czytania takiego listu w trudniejszych na chwilę przerywał lekturę, by skomentować dany fragment. Ale w tej dziedzinie miał zaufanie tylko do siebie, wikaremu uprzejmie przykazał, by sam nie wprowadzał komentarzy. Pewnej niedzieli proboszcz siedział w konfesjonale, wikary był głównym celebransem Mszy Świętej i podczas czytania listu Episkopatu jednak komentował to, co jest czytane. Proboszcz wychyla się z konfesjonału i kiwa palcem na ministranta. Wierni widzą, że ministrant odchodzi od ołtarza i idzie przez kościół. Proboszcz sięgnął wtedy do sutanny, wyjął długopis, kartkę i napisał na jej czystej stronie krótko i rzeczowo: "Proszę nie komentować listu Episkopatu". Kartkę wręczył ministrantowi, a ten wrócił do ołtarza i podał ją dalej do wikarego, który właśnie skończył czytanie listu, rzucił okiem na pisemne polecenie proboszcza, po czym odwraca kartkę i czyta również jej drugą stronę. Następnie ze stoickim spokojem zwraca się do parafian: - Ksiądz proboszcz prosił mnie, aby ogłosić, że (tu wyraźnie podnosi kartkę do oczu i odczytuje jej drugą stronę - 27 marca dostarczył do punktu skupu jałówkę klasy II o wadze 210 kg, za co otrzymał kwotę w wysokości 16 720 złotych. A teraz złóżmy wyznanie wiary...